Diecezja Toruńska

Diecezja Toruńska

Zambia moja miłość

2014-01-07
fot.
Ks. Wojciech Łapczyński ur. się 19 sierpnia 1964 r. w Chełmży.

Po ukończeniu szkoły średniej wstąpił do seminarium duchownego w Pelplinie. 14 maja 1989 r. przyjął święcenia kapłańskie. 1 lipca 1990 r. został skierowany do Centrum Formacji Misyjnej w celu przygotowania do pracy misyjnej w Zambii. Posługuje jako misjonarz w Afryce już 23 lata, od 1991 r. Obecnie jest proboszczem parafii pw. św. Jana Marii Vianeya w Mondake. W br. obchodzi srebrny jubileusz kapłaństwa.

Zambia moja miłość

Z ks. Wojciechem Łapczyńskim, misjonarzem z Zambii rozmawia ks. Paweł Borowski

 

Ks. Paweł Borowski: Jest Ksiądz na misjach w Zambii prawie 25 lat. Jak zrodziło się Księdza powołanie?

Ks. Wojciech Łapczyński: Moje powołanie misyjne zrodziło się już w szkole średniej. Mój katecheta, ks. Jan Jakubiak, wysłał mnie na rekolekcje misyjne do werbistów. Później byłem jeszcze 2 razy na takich rekolekcjach przed ukończeniem liceum i chciałem wstąpić do werbistów. Miałem jednak poważny problem ze wzrokiem i szkolny lekarz mi nie pozwolił. Stwierdził, że na misje mogę także pojechać będąc księdzem diecezjalnym, a przez czas studiów i formacji w seminarium może wzrok mi się poprawi, a przynajmniej nie pogorszy.  Z taką myślą wstąpiłem do seminarium w Pelplinie: kończę studia i jadę na misje. Przed diakonatem wyraziłem swoją chęć wyjazdu na misje biskupowi. Potem powtórzyłem to przed święceniami kapłańskimi. W pierwszym roku kapłaństwa, kiedy do diecezji zaczęli zjeżdżać księża z pracy misyjnej do Polski, biskup prosił, żeby zgłaszali się kapłani chętni do pracy na misjach, więc się zgłosiłem. Wtedy biskup powiedział, że może bym trochę w kraju popracował, posmakował czym jest kapłaństwo. A ja na to, że może lepiej będzie jak mnie ksiądz biskup puści na misje od razu, zanim nasiąknę zwyczajami polskimi. Biskup pomyślał i puścił.

 

Dlaczego Zambia?

 

To nie był mój wybór. Chciałem jechać gdziekolwiek a biskup posłał mnie właśnie do Zambii. Dziś dziękuję mu za ten wybór.

 

Początki zapewne nie były łatwe.

 

Początki często bywają trudne. Kiedy przyjechałem do Zambii to przez pierwsze osiem czy dziewięć miesięcy musiałem nauczyć się języka i zapoznać z duszpasterstwem, z lokalnymi zwyczajami. Wszystko to po to, żeby na początku chociaż w minimalnym stopniu móc się porozumieć w języku, w którym ludzie rozmawiają ze sobą. I dla nich w tym języku też odprawić Mszę Św.

 

Jak ten język się nazywa?

Na początku uczyłem się języka cinyanja, teraz pracuję na terenie, gdzie głównym językiem jest cibemba.

 

Dużo jest dialektów z Zambii?

W Zambii są 72 języki, nie dialekty, tylko języki. Na terenie mojej parafii mieszkają ludzie posługujący się aż 18 językami ale najważniejsze są cztery języki. Często porozumiewam się za pomocą tłumacza, którym jest katechista. Czasem potrzebujemy kilku tłumaczy podczas jednej rozmowy.

 

Skoro ludzie mówią w tylu językach to z pewnością niejednokrotnie dochodzi do zabawnych sytuacji.

Śmieszne sytuacje językowe oczywiście się zdarzają. Często to samo słowo potrafi znaczyć różne rzeczy w różnych językach. Są też słowa bardzo podobne do siebie i początkujący misjonarz może je pomylić. W języku cibemba słowo Imfumu jest podobne do imfubu. Jedna mała literka zmienia wszystko: „Imfumu ibe nenu” znaczy ,,Pan z wami’’, a „imfubu ibe nenu” znaczy ,,hipopotam z wami’’. (śmiech) Jeśli zaczniesz tak Mszę św. to ludzie śmieją się czasem do końca liturgii. Kolega został posłany przez biskupa do nowej parafii, gdzie mówiono w innym języku. Po jakimś czasie powiedział pierwsze kazanie w ich języku i mówi, że biskup go posłał, by ich miłować tak, jak Pan Jezus miłuje ludzi. Ku jego zaskoczeniu ludzie zaczęli wychodzić z kościoła. Okazało się, że mówiąc o miłości używał słowa, które w jego poprzednim języku rzeczywiście oznaczało miłość, ale w nowym języku znaczyło wykastrować. A więc mówił do swoich wiernych: „Biskup przysłał mnie do was, abym wszystkich was wykastrował, bo Pan Jezus kastrował ludzi” i tak powtarzał. (śmiech) Nic dziwnego, że z przerażeniem uciekali z kościoła.

 

Praca misjonarza to nieustanne uczenie się.

Tak. Ja nie znam dobrze języka cibemba. Znam go do odprawiania Mszy św., ale kazania mówię po angielsku, a katechista tłumaczy.

 

Dużo takich katechistów jest w parafii?

Katechistę mam jednego, ale w każdej filii jest ok. 6 wolontariuszy, którzy są animatorami modlitwy, prowadzą niedzielną Liturgię Słowa i przygotowują wiernych do sakramentów świętych.

 

Ile takich filii jest na terenie parafii?

Obecnie pracuję w miejscowości Mondake, w parafii pw. św. Jana Marii Vianneya. Mam centralną misję oraz 8 filii dojazdowych. Z misji centralnej do najdalszej filii podczas pory deszczowej mam 48 km (w czasie pory suchej mam tam tylko 30km), aczkolwiek to nie jest najdłuższy czasowo przejazd, bo tam jest dosyć dobra droga. Do jednej z filii leżące bliżej jedzie się dłużej, a podczas pory deszczowej wyprawa podzielona jest na etapy: samochód, przeprawa przez rzekę i pieszo. Nie wszędzie da się dojechać samochodem. Na terenie mojej parafii mieszka ok. 30 tys. ludzi, z których ok. 3 tys. osób to katolicy, a więc moi parafianie.

 

Oprócz katolików na terenie parafii są chrześcijanie innych wyznań oraz ludzie wyznający wierzenia pogańskie. Jak wyglądają relacje z tymi wspólnotami? Czy zauważa się stosowanie praktyk pogańskich?

Współpraca ze wspólnotami chrześcijańskimi układa się bardzo dobrze. Pomagamy sobie. Razem uczestniczymy w ważnych wydarzeniach poszczególnych wspólnot i pogrzebach. W jednej wiosce mieszkają ludzie z kilkunastu wyznań chrześcijańskich, więc współpraca jest konieczna. Jeśli chodzi o pogańskie wierzenia, to według statystyk na terenie parafii stanowią one ok. 10 % wszystkich mieszkańców. Jednak doświadczenie pokazuje, że w każdym człowieku te starodawne tradycje jeszcze żyją. Takim przykładem może być pogrzeb. Kiedyś wracamy z cmentarza i widzę jak parę osób idzie i zrywa trawę przy cmentarzu i tą trawą biją się po plecach. Potem pytam katechistę, co to za dziwny obrzęd biczowania się. Okazało się, że oni w ten sposób odganiają duchy, żeby żaden duch nie przyczepił się do nich, nie wskoczył na plecy i nie poszedł z nimi do domu, bo wówczas ktoś w tej rodzinie może umrzeć. Często także na pogrzebach każdemu uczestnikowi wręczają patyki, które potem zbierają, by wiedzieć ile osób było na pogrzebie. Zebrane patyki rzucają na ciało, bądź trumnę zmarłego po złożeniu do grobu, bo wierzą, że jak czyjś patyk nie spadnie do grobu, to może stać się jakieś nieszczęście. Te praktyki są niestety obecne w ich życiu i trudno jest wytłumaczyć im, że to zabobony. Warto zauważyć, że także w Polsce ludzie, którzy uważając się za katolików potrafią idąc na Msze św. po drodze złapać się za guzik widząc kominiarza, czy splunąć przez lewe ramię widząc czarnego kota.

 

Co Księdza zaskoczyło w przeżywaniu liturgii w Zambii?

 

Zaskoczeniem było to, że ludzie w czasie Mszy św. bez organisty, bez organów całą Mszę św. śpiewają i dużo tańczą. To było ogromne zaskoczenie dla mnie i dopiero teraz po wielu latach związku z Zambią widzę, że w Polsce troszkę inaczej przeżywamy nasze osobiste spotkanie z Bogiem. Dla nas ważnym elementem jest cisza, trwanie na klęczkach przed tabernakulum, dla nich modlitwa, w której brakuje ruchu, tańca, śpiewu i walenia w bębny jest niepełna. Uroczystości, czy święta kościelne nie mogą być pozbawione elementu tańca. Procesji na wejście, procesji z darami towarzyszy taniec. Podczas uroczystych liturgii dziewczęta w białych welonach tzw. stella tańczą podczas aktu pokuty, Chwała na wysokości Bogu i na dziękczynienie po Komunii św. Taniec jest wyrazem największej radości i czci oddawanej Bogu. Każda niedzielna Msza św. kończy się wspólnym posiłkiem księdza z członkami rady kościelnej. Nie wypuszczą księdza z filii dopóki on i jego towarzysze (katechista, goście) nie zostaną nakarmieni.

 

Są więc bardzo gościnni. Ja wygląda ta gościnność?

 

Są bardzo gościnni i to w każdym momencie życia się objawia. Przy okazji narodzin dziecka, ślubu świętuje cała wioska. Jak jest pogrzeb to gościna może trwać nawet kilka tygodni, dopóki ostatni goście nie wrócą do domów. Przygotowują w beczkach mkoyo (napój) i „piwo” z mąki kukurydzianej, które są elementem jednoczącym podczas świętowania. Nie używają talerzy i sztućców. Wszyscy jedzą rekami z jednej miski. Wiedzą oczywiście, że biali jędzą z talerzy, więc często jakaś miska czy talerz znajdzie się dla księdza. (śmiech) Ale gdyby podczas uroczystości znalazł się jakiś król szczepu, to on też dostanie naczynie.

 

Jak jesteśmy przy jedzeniu to z pewnością czytelnicy są ciekawi jakie przysmaki królują na zambijskich stołach?

Jedzenie ich jest bardzo ubogie bo wszystko zależy od tego, co w danym czasie rośnie na polu. Na pewno to nie są ludzie mięsożerni, ponieważ tego mięsa mają bardzo mało na talerzu w ciągu tygodnia. W niektórych domach mięso pojawia się na stole raz na miesiąc. Jedzą dużo warzyw: chińska kapusta, dynia, okra, bakłażan czy pomidory. Zazwyczaj tradycyjny posiłek składa się z nshimy (mąki kukurydzianej gotowanej na wodzie) plus dodatki: warzywo a podczas większych uroczystości mięso (kurczaki lub kozy) albo suszone ryby. Mieszkam koło sztucznego zbiornika wodnego i tam są ryby suszone, zasuszone rybki. Raz w roku po zbiorach kukurydzy zajadają się specyficznym przysmakiem – mysz polna grillowana albo gotowana. Są jeszcze inne przysmaki, ale czasem lepiej nie pytać, co się je. (śmiech)

 

Gdyby Ksiądz miał dokonać wyboru jeszcze raz, czy podjąłby taką samą decyzję i dlaczego? Co takiego jest w misjach, że warto poświęcić im życie?

Oh, to trudne pytanie. Na pewno podjąłbym taką samą decyzję i pojechałbym na misje. Kiedy pomyślę, że na skutek moich problemów ze słuchem będę musiał wracać to tak, jakby ktoś wyrządzał mi krzywdę. Co tam takiego jest, że mnie pociąga? Myślę, że ta prostota i wielka otwartość, życzliwość, której często brakuje w europejskiej codzienności. Im człowiek uboższy, biedniejszy tym życzliwszy jest i coraz bardziej przyciąga. Sami nie mają wiele, ale zawsze służą pomocą, żyją problemami innych. To, czego my już w Europie niestety nie mamy. Poza tym wielka spontaniczność i radość w liturgii. Chyba właśnie wszystkie te elementy połączone razem decydują o niezwykłym klimacie misji. Czasem nawet się zastanawiam jak ja się odnajdę po powrocie. Całe moje kapłańskie życie spędziłem w Afryce. W końcu powołanie misyjne daje Pan Bóg, dlatego trudno uchwycić, co mnie tam trzyma? Bóg i Jego miłość, którą chcę się dzielić z innymi.

 

GALERIA ZDJĘĆ
Video »
Biskupi Diecezji »
Biskup Wiesław Śmigiel

Biskup Diecezjalny

Wiesław Śmigiel
Biskup Józef Szamocki

Biskup Pomocniczy

Józef Szamocki
Biskup Andrzej Wojciech Suski

Biskup Senior

Andrzej Suski
Kalendarz »
LIS
15
Msza św. w intencji życia poczętego
Toruń - kaplica szpitalna, ul. św. Józefa 53-59, godz. 10
LIS
22
Uroczystość Chrystusa Króla
Toruń - katedra Świetych Janów, godz. 12.30
LIS
27
Inauguracja Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom
Toruń
LIS
30
Adwentowy dzien skupienia mężczyzn
Toruń
GRU
1
Adwentowy dzień skupienia mężczyzn
Grudziądz - Mniszek
Skrzynka modlitewna »
© Diecezja Toruńska - Wszelkie prawa zastrzeżone
Zabronione pobieranie i powielanie jakiejkolwiek części portalu
bez uprzednio uzyskanej zgody redakcji.
Informacja Prawna:
Redakcja Portalu:

ks. Paweł Borowski
tel. 56 622 35 30
email: redakcja@diecezja-torun.pl
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies.
Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies
© 2015-2020 Wykonanie Marcin Koźliński / Hosting Twoje-Miasto Sp. z o.o. / SYSPiR CMS
KLAUZULA INFORMACYJNA

Zgodnie z art. 8 ust. 1 Dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim wydanym przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r. (dalej: Dekret) informuję, że:

  1. administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Toruńska z siedzibą przy ul. Łaziennej 18 w Toruniu, reprezentowana przez Biskupa Diecezjalnego Wiesława Śmigla;
  2. inspektorem ochrony danych w Diecezji Toruńskiej jest ks. Paweł Kołatka, ul. Łazienna 18, 87-100 Toruń, tel. 56 622 35 30, email: inspektor@diecezja-torun.pl;
  3. Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu zapewnienia bezpieczeństwa usług, celu informacyjnym oraz pomiarów statystycznych;
  4. przetwarzanie danych jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią, z wyjątkiem sytuacji, w których nadrzędny charakter wobec tych interesów mają interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą, wymagające ochrony danych osobowych, w szczególności, gdy osoba, której dane dotyczą, jest dzieckiem;
  5. odbiorcą Pani/Pana danych osobowych jest Diecezja Toruńska, Redaktor Strony, oraz Podmiot Przetwarzający: Twoje-Miasto;
  6. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane do publicznej kościelnej osoby prawnej mającej siedzibę poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  7. Pani/Pana dane osobowe z uwagi na nasz uzasadniony interes będziemy przetwarzać do czasu ewentualnego zgłoszenia przez Pana/Panią skutecznego sprzeciwu;
  8. posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania zgodnie z Dekretem;
  9. ma Pani/Pan prawo wniesienia skargi do Kościelnego Inspektora Ochrony Danych, gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy Dekretu;
  10. przetwarzanie odbywa się w sposób zautomatyzowany, ale dane nie będą profilowane.